Koronawirus a wesela i śluby
04
Kwi

Miał być ślub… Wesele kontra niewidzialny przeciwnik

kryzys
Kryzys

Teraz wszyscy przeżywamy kryzys, z którym musimy się uporać. Prędzej czy później pandemia koronawirusa kiedyś skończy się, a my będziemy liczyć straty w każdym aspekcie życia.
Powoli już liczymy: odesparowanie od rodziny i przyjaciół, praca zdalna z domu z dzieciakami na głowie, ograniczenia, o których jeszcze miesiąc temu nikt przy zdrowych zmysłach by nie pomyślał…
W dłuższej perspektywie możemy spodziewać się kryzysu w światowej gospodarce. Nie unikniemy też zwolnień pracowników.
Niestety rzeczywistość zaskakuje nas w najmniej oczekiwany sposób.
Cierpi każda branża, każdy z nas. Patogen, którego nie widać, sieje spustoszenie także w przyziemnych sprawach – nie możemy wybrać się do restauracji na niedzielny obiad, czy pójść do kina z drugą połówką ani np. urządzić grilla z sąsiadami na tarasie i pobawić się na przyblokowym placu zabaw ze swoimi dziećmi.
Musimy też przekładać zaplanowane od dawna urlopy, urodziny, chrzciny, czy wesela… Wyliczać można bez końca, niestety.

opóźnienie
Opóźnienie

Sezon zaczniemy z opoźnieniem

Łatwo nie jest, ale co możemy zrobić. Musimy przestawić się na inne myślenie. Po prostu sezon zaczniemy z opóźnieniem. Na szczęście nikt nie stwarza problemów, bo przecież każdy zrobi wszystko, aby zlecenie pozostało. Młodzi przekładają terminy ślubów z kwietnia i maja na pierwszy wolny i dogodny termin, najczęściej na miesiące jesienne w tym roku, który im i mnie pasuje – mówi Dominik Kołodziej, fotograf ślubny ze Szczejkowic (powiat rybnicki) z Koło Studio Dominik Kołodziej.

Pan Dominik przyznaje, że na początku pandemii koronawirusa w Polsce ludzie z branży  bardziej panikowali. – Jeszcze na początku marca wszyscy w branży niepotrzebnie nakręcali się i martwili, że lawinowo stracą zlecenia.
Jednak gdy pierwsze emocje opadły, górę wziął zdrowy rozsądek.
Zaczęliśmy rozmawiać ze swoimi zleceniodawcami, bo przebukowanie terminu jakiejś uroczystości z kwietnia, czy maja np. na wrzesień tego roku, czy nawet za rok, nie oznacza, że my tracimy usługę.
Do lata możemy mieć trudno utrzymać wszystkie zlecenia, ale będzie za to ich kumulacja na przykład jesienią. Wierzymy w to.
Pieniądze, które mamy zarobić, zarobimy, tylko w późniejszym terminie – dodaje optymistycznie Dominik Kołodziej.

Jak przyznają inni fotografowie ślubni, przekładanie terminów uroczystości z teraz na późniejszy termin może mieć jeden feler.
Już teraz trudno znaleźć młodym termin sobotnio-niedzielny w lipcu, sierpniu, czy wrześniu.
Do obłożenia pozostają dni robocze, w środku tygodnia.
To może być największa uciążliwość dla gości, bo będą musieli wziąć urlopy. Lepsze to niż zapraszanie gości na uroczystość w któryś weekend maja lub czerwca.
Po pierwsze – epidemia może się do tego czasu nie wygasić i obostrzenia rządu pozostaną, a nawet jak się skończy, to wielu będzie bało się przyjechać na uroczystość, bo strach pozostanie – mówi Edyta Mrozek, fotograf ślubny z Czernicy (powiat rybnicki) z E.M. Studio Edyta Mrozek.

Czy ktoś w tym przypadku będzie jednak stratny? – Na szczęście umowy zawarte kilka, czy kilkanaście miesięcy temu pozostają niezmienione.
Nie możemy podwyższać cen.
Na chwilę obecną nikt nie jest stratny, pieniądze zostają.
Przecież żadna ze strona nie zrywa umowy – dodaje Edyta Mrozek, która sama, w sierpniu tego roku, stanie na ślubnym kobiercu. – Mam nadzieję, że tak będzie – przyznaje.

wyjście z kryzysu
Wyjście z kryzysu

Będziemy podnosić się wiele miesięcy

Nadzieję, że pandemia koronawirusa nie pozbawi środków do życia na długie miesiące, a sytuacja wróci do normy już latem tego roku, mają właściciele lokali, którzy organizują przyjęcia, w tym śluby.
– Nasza główna działalność opiera się na organizacji uroczystości okolicznościowych. Obecnie niestety mamy martwy okres.
Drugą naszą nogą, na której jeszcze do niedawna staliśmy, była działalność cateringowa.
Teraz ona nam się nie opłaca, bo wiąże się z kosztami utrzymania pracowników.
Jeśli nie mamy zgłoszeń, to nie zarabiamy i nie mamy komu zapłacić –  mówi wprost Piotr Szypuła, właściciel Restauracji Capitol w Suszcu (powiat pszczyński).
– Ludzie zostają w domu, więc gotują.
Z bankiem udało się nam już dogadać i na trzy miesiące odroczono nam ratę kredytowo-odsetkową.
Czekamy na czas po koronawirusie, kiedy powoli będziemy wychodzić na prostą. Niestety, to może potrwać wiele miesięcy –  dodaje restaurator, który jednocześnie przyznaje, że wprowadzony przez rząd zakaz zgromadzeń do dwóch osób przynosi może wymierny skutek – póki co w zastraszającym tempie w kraju nie rozprzestrzenia się patogen, ale już pojawiają się realne obawy, czy branża ślubna przetrwa ten trudny okres.

      – Zdrowie i bezpieczeństwo naszych klientów oraz własne jest dla nas najważniejsze. Imprezy przebukowywane z kwietnia i maja na jesień tego roku mogą okazać się skromniejsze, z ograniczoną liczbą gości.
Wiele par młodych decyduje się na wesele za rok, kiedy sytuacja powinna być dużo spokojniejsza i wówczas prawdopodobnie uda się wyprawić huczne wesele.
Być może dopiero przyszły rok zapewni nam większą stabilizację i spokój finansowy, bo każdy klient jest dla nas na wagę złota.
Oni są źródłem naszego tu i teraz  – przyznają właściciele Capitolu.

rynek ślubny - w czasach pandemii
Rynek ślubny – w czasach pandemii

Do niedawna dynamiczny rozwój, a dzisiaj przepaść?

Według różnych szacunków polski rynek ślubny może być warty blisko 10 miliardów złotych.
Organizacja wesela dla około 100 gości to wydatek rzędu minimum 50 tysięcy złotych. 
Branża ślubno-weselna to nie tylko restauracje i fotografowie, ale didżeje, zespoły muzyczne, video operatorzy, salony sukien ślubnych, dekoratorzy, a nawet floryści i firmy drukarskie.
Wiele z tych firm zawiesiło właśnie działalność do odwołania.
Z niecierpliwością czekają na moment aż zrobi się bezpiecznie w kraju i na świecie.

       – Wymarzyliśmy sobie, że nasz ślub odbędzie się w maju 2020 roku w Toskanii.
Kościółek, malownicze wzgórza, zapierające dech w piersiach widoki, nasz najpiękniejszy dzień w życiu spędzony w gronie rodziny i przyjaciół, a dzień później wielki kurs gotowania z naszymi gośćmi.
Plany były ambitne, a teraz musieliśmy z nich zrezygnować.
Termin ślubu przekładamy na przyszły rok, żeby było bezpieczniej.
Czekaliśmy na siebie całe życie, więc 12 miesięcy nas nie zbawi – mówią nam Basia i Miłosz, przyszli nowożeńcy z Katowic.

Każda z branż, każdy z nas – wszyscy musimy poczekać na lepsze czasy. Mamy jednak nadzieję, że już wkrótce pojawi się światełko w tunelu. Będziemy długo przyzwyczajać się do nowego życia po koronawirusie.
Kiedy będzie lepiej? Trudno przewidzieć. – To, jak będzie wyglądać świat za kilka tygodni i miesięcy zależy w dużej mierze od nas samych.
Zostańmy w domu, dbajmy o higienę, tylko tyle i aż tyle – dodają nasi przyszli nowożeńcy i przekonują, cytując wierszyk na swoim zaproszeniu ślubnym: “Najważniejsze jest to, czego nie ma. / Na co czekasz i tęsknisz od lat. / Najpiękniejsze są zawsze marzenia: kolorowy, bajeczny świat. / Gdy doczekasz się marzeń spełnienia / Bedą w życiu mniej piękne niż we śnie. / Najpiękniejsze jest to, czego nie ma. / To, co dopiero ma spełnić się”.

Zobacz również co to jest Barmix – Automatyczny Barman