Koronawirus a wesela
03
Lip

Strach, dystans, ale i dobra zabawa. Jak teraz wyglądają wesela po zniesieniu obostrzeń? Z Barmixem może być łatwiej

Sezon ślubno-weselny w pełni. Jest inny niż zwykle, bo z obowiązkiem dezynfekcji rąk, noszeniem maseczek, trzymaniem dystansu… Pary młode szukają jednak nadal atrakcji, dzięki którym goście będą zadowoleni. Rozwiązaniem może okazać się Barmix, czyli automatyczny barman, który w szybki i łatwy sposób serwuje nasze ulubione drinki.

barmix automatyczny barman
barmix automatyczny barman

Barmix ma wiele atutów w tym trudnym czasie

            Wszechobecna dezynfekcja rąk, obsługa kelnerska w maseczkach lub przyłbicach i w rękawiczkach, wyznaczony jeden kelner do obsługi nie więcej niż 15 osób, mniejsza liczba gości, rezygnacja z integracyjnych zabaw, trzymanie dystansu – to główne zasady, jakich dzisiaj trzymają się weselnicy po zniesieniu obostrzeń spowodowanych koronawirusem. Uroczystości dokładnie na 150 osób, tańce z parą młodą, tradycyjne uściski i obcałowywanie nowożeńców są jednak rzadkością, ale zdarzają się. Wszystko zależy od braku strachu lub obecności lęku, którym kierują się nowożeńcy i ich goście.

            Pary młode mają już dosyć kłopotów, z jakimi borykały się jeszcze kilka tygodni temu. Wówczas nie było wiadomo, czy ich uroczystości w ogóle dojdą do skutku. Dlatego nie muszą się dzisiaj martwić ci, którzy zdecydowali się wynająć Barmix, czyli automatycznego barmana, który ma do zaproponowania 8 różnych rodzajów menu – po 11 drinków w każdym. Dlaczego? Po pierwsze: Barmix sam w sobie jest ciekawą atrakcją – przyciąga już sam wygląd maszyny, która jest pięknie podświetlana w porze wieczornej. Po drugie: Barmix zadowoli i smakoszy mocniejszych trunków, i tych, którzy stronią od procentów. W jednym wykazie menu znajdują się popularne drinki kolorowe, jak i dwa koktajle bezalkoholowe. I w końcu po trzecie, a co może najważniejsze: wynajęcie Barmixu jest zdecydowanie tańsze – to koszt 999 zł w porównaniu do wynajęcia profesjonalnego barmana, któremu trzeba zapłacić co najmniej 50 procent więcej. Do tego w obu przypadkach dochodzą jeszcze koszty zakupu alkoholu i soków.

Miał być wielki ślub…

            Nad wynajęciem Barmixu poważnie zastanawia się przyszła panna młoda, Edyta Mrozek, mieszkanka Czernicy (pow. rybnicki), na co dzień fotograf ślubny z E.M. Studio Edyta Mrozek, która 15 sierpnia tego roku miała stanąć na ślubnym kobiercu. Zanim jednak zelżały obostrzenia spowodowane pandemią koronawirusa nałożone przez polski rząd, który na początku czerwca zezwolił na organizację wesel maksymalnie do 150 osób, pani Edyta zdecydowała się jeszcze w maju przełożyć swój ślub o rok. – Do następnego roku jest jeszcze trochę czasu, więc nie wykluczam wynajmu Barmixu. Maszyna jest ciekawa sama w sobie, a ja chciałabym, aby moi goście byli zadowoleni. Fajnie jest też czymś się wyróżniać, a Barmix to zapewnia. Poza tym nie wyobrażam sobie pójść do ołtarza w maseczce i bawić się w ograniczonym składzie bliskich i przyjaciół, więc ślub za rok to może najlepsze rozwiązanie, jakie mnie spotkało – mówi nam Edyta Mrozek, przyszła panna młoda z Czernicy.

            – Teraz muszę spokojnie poczekać do 7 sierpnia 2021 roku. Mam nadzieję, że wówczas wesela będą odbywać się z większą pompą, bez większych obostrzeń, a wirus odejdzie w zapomnienie – dodaje Edyta Mrozek, która przyznaje również, że sama straciła już kilka zleceń ślubnych. – Kilka par młodych zerwało ze mną umowy, inne przełożyły swoje imprezy na późne lato lub jesień tego roku – stwierdza pani fotograf.

            To jak się okazuje coraz bardziej powszechna praktyka stosowana przez wiele par młodych. – Niestety zdarzają się też i takie przypadki, że ktoś na ostatni moment rezygnuje z uroczystości, bo ważny gość lub goście przebywają na kwarantannie. Zdarza się również, że ktoś całkowicie zrywa umowę bez podania konkretnego powodu. Jednak większość moich klientów przekłada wesela na inny termin: jesienny w tym roku lub dopiero na 2021 rok – mówi Dominik Kołodziej, fotograf ślubny ze Szczejkowic (powiat rybnicki) z Koło Studio Dominik Kołodziej, który miał już w tym sezonie pierwsze obsługi ślubno-weselne. Jak wyglądały?

Z jednej strony skromniejsze imprezy i dystans

            – Były to głównie małe wesela, 30-, 40-osobowe, a były planowane najpierw na około 100 osób i albo orkiestra grała na nich w okrojonym składzie, albo nie było didżeja, a muzyka leciała z pendrive’a. Goście starali się raczej zachowywać dystans, tańczyli ze swoją drugą połówką, z którą przyszli na uroczystość. Materiał zdjęciowy wychodził taki bardziej rodzinny. Weselnicy rezygnowali z tradycyjnego składania życzeń, obściskiwania się, dawania całusów. Nie było też zabaw, a oczepiny kończyły się na samym rzucaniu bukietu w kierunku panien. Zauważyłem też, że starsi goście byli obecni głównie w kościele podczas mszy świętej, a z udziału w samym weselu już rezygnowali – wylicza pan Dominik, który podczas swoich obsług musiał mieć cały czas założoną maseczkę.

            Jak jednak przyznaje: „podczas uroczystości weselnych alkohol pozwalał zapomnieć gościom o tym, co się dzieje na świecie”. Z pewnością imprezy bardziej zapadałyby w pamięć gości i strach byłby mniejszy, gdyby jedną z atrakcji był np. Barmix, czyli automatyczny barman, który coraz częściej „robi robotę” podczas takich uroczystości.

Z drugiej strony jest tak jak dawniej

            Z kolei Maciej Gołąbek, popularny dj Matyjas z Czerwionki-Leszczyn (pow. rybnicki) uczestniczył w zupełnie innych weselach, które niewiele różniły się od tych, jakie pamięta jeszcze sprzed czasów pandemii koronawirusa. – Moje pierwsze wesele z początku czerwca, krótko po zniesieniu zakazów, w którym uczestniczyłem, było może trochę skromne, ale bardzo normalne. Co prawda miała pojawić się większa liczba gości, a ostatecznie skończyło się na około 50 osobach. Mimo to były i tradycyjne kolejki do składania życzeń parze młodej, i zabawy integracyjne, a nawet tańce w kółeczku, czy różne wywijańce na parkiecie z panią młodą i panem młodym – wylicza dj Matyjas, który podkreśla, że jedyną nowością w tym sezonie na weselach były z jego obserwacji… płyny dezynfekcyjne oraz obsługa kelnerska w maseczkach i rękawiczkach ochronnych.

            – Poza tym nic się nie zmieniło. Można powiedzieć: było bardzo normalnie. Uważam, że to, jak teraz wygląda wesele, zależy od pary młodej i gości, od tego czy panika przesłania im oczy, czy pozwala bawić się i zapomnieć o nakręcanej przez media epidemii strachu – dodaje dj Matyjas, który twierdzi również, że on także niestety stracił już kilka zleceń. – Ani za wiele nie zarobiłem, ani za wiele nie straciłem. Otrzymałem pomoc ze strony rządu i skorzystałem z tarczy antykryzysowej. Ogólnie to jestem optymistą i mam nadzieję, że ludzie zaczną w końcu normalnie żyć i bawić się na weselach i różnych imprezach, a jedną z atrakcji dla weselników może będzie Barmix, czyli automatyczny barman. To ciekawa propozycja, z której chętnie sam bym skorzystał – mówi dj Matyjas.

            Właściciele lokali, DJe, firmy usługowe z branży ślubnej aby być konkurencyjni i wrócić na prostą, coraz częściej podpowiadają parom młodym dodatkowe atrakcje, jakie mogą być ciekawym urozmaiceniem ich uroczystości. Fontanny czekoladowe, stoły wiejskie, czy fotobudka wydają się być coraz bardziej powszechne. Od niedawna „towarem must have” stają się za to m.in.: fotolustro, czy Barmix, automatyczny barman. Każdy jednak sam musi zdecydować, jaką wybiera opcję.